RSS
wtorek, 14 lipca 2009
Epopeja slowianska // uwaga, tekst refleksyjny i patriotyczny.//

Slowianie maja pecha. Zwlaszcza na plaszczyznie marketingu. Na przestrzeni dziejow juz tuz tuz wbijalismy sie do swiatowej swiadomosci, a nigdy nic z tego nie wychodzilo.

 

Woda po skoku Wandy nie odbila sie zbyt szerokim echem, Otton III za szybko opuscil ten padol lez, o bitwie pod Grunwaldem nikt nigdy nie pamietal, zloty wiek tez skonczyl sie za szybko, August nie dostal ksiestw we Wloszech, sarmacja nie chciala podbojow kolonialnych (wyobrazcie sobie plemiona murzynskie mowiace po polsku- ale bylby lans), nie bylo pudelka by napisac o pani walewskiej a Mucha wymalowal wszystkie paryskie aktorki, ale przed wymalowaniem Epopei Slowianskiej mu sie zmarlo. 

 

Btw, wyobrazcie sobie inne nurty w sztuce zajmujace sie slowianszczyzna. Liechtenstein tworzacy z 3 kolorow rodaka w bialych skarpetach i sandalach, abstrakcjonistow malujacych wasy, zdjecia Marii Koterbskiej powielane wielokrotnie w antyramach z Ikei etc.

 

Nawet obecny kryzys gospodarczy wpisuje sie w te konwencje. Mial byc tygrys tak. Mialy byc tluste pijane Brytyjki na ulicach Pragi tak, mialy byc loty z Manchasteru na sledzika do Gdanska i co ???!!! Ponadto zly swiat placze rzewniej po Jacksonie niz po papiezu- Polaku, ktory od 100 lat mial otwarty tron. Aj ...

 

Ale jest w tym wszystkim jakis promien nadziei. W jednej z europejskich stolic, pelnej rasistow, ksenofobow i niepoddanych zbiorowej reedukacji wnuczat III Rzeszy, w Wiedniu, goscilem niedawno na konferencji o doczesnej tematyce biznesowej. I co sie okazuje. Zalewajaca szczesliwa Austrie Slowianszczyzna dostarcza jej nie tylko opiekunek do dzieci, sprzataczek, prostytutek, kierowcow i chuliganow, dostarcza jej prelegentow na biznesowe konsultacje. Teoretycy i praktycy z krajow dawnego imperium cesarzowej Sissi, jako eksperci z interesujacych stron i dziedzin, zabieraja sporo miejsca wsrod panelistow. Po dluzszej obserwacji mozna zauwazyc, ze rowniez austriackie emerytury zaleza od funduszy ulokowanych w bosej, ale ambitnej Centropie. Widac Slowian i bez nich obyc sie nie mozna.

 

I tu czas zakonczyc slowianska epopeje wskazaniem na to, ze tylko pragmatyzm moze byc slowianskim Mojzeszem. Po drugiej stronie kontynentu, za gorami, zyje narod, ktory nie chce mowic po angielsku, w barbarzynski sposob zabija zwierzeta podczas pokazow dla starych frankistow i turystow, ktorego kobiety maja wasy, a na tamtejszym slasku grasuje partyzantka. Oni maja jednak lepszy marketing. Please Poles, be down to Earth and let yourselves win from time to time.

00:25, el_mistrall
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009
Bruksela miasto stoleczne, Janneke pis

Dla upamietnienia wizyty moich belgijskich kolegow w Warszawie postanowilem poczestowac Was pomniczkiem przekory, rownouprawnienia
i handlowego sprytu. Jako odpowiedz na wielowiekowa popularnosc Siusiajacego chlopca, w latach 80 powstala Siusiajaca dziewczynka.

Skandalizuje Amerykanow, napedza klientow oslawionemu Delirium Tremens (gdzie btw mozna kupic piwo Lomza) i promuje rownosc plci wsrod zabytkow.

01:40, el_mistrall
Link Komentarze (1) »
W samie

Tytul wpisu w zasadzie rymuje sie z brzechwowym "na straganie", ale opowiesc jest zdecydowanie mniej bajeczna.

Moj osiedlowy sam znajduje sie w bardzo osiedlowym otoczeniu. Jest osiedle z szarej plyty, pachnaca wielkim swiatem rozowa kostka brukowa, osiedlowy kosciol w stylu asyzowo-oazowym typowym dla osiedli, jest osiedlowy metalowo-powybijano-szklany przystanek autobusowy, no i dziurawy parking.

W srodku samu kroluje vintage i kolory wczesnego kapitalizmu. Pstrokate slodycze pietrza sie starannie ulozone w szklanych gablotach. Eleganckie kawy ulozone w zarezerwowane dla towarow kolonialnych piramidy. Mrugaja do klientow karnie ustawione w szeregu majonezy. Zliniala reklama coca coli nie skusi juz chyba ex polococtowcow.

Uderzasz bialym metalowym koszykiem w plecy emerytow. Odwracaja na chwile zwrok od krojonego na plastry czarnoleskiego emmentalera, by przekonac sie na wlasne oczy o bezczelnosci mlodziezy. Pani na miesnym usiluje wcisnac Ci resztke starego kawalka.

Hebanowo-dzinsowe panny grzebia w grahamkach. Ich czteropasiasci rycerze brzekaja tatrami. Dzieci opukuja jajka niespodzianki. Emeryci juz przy pasztetowej.

Na kazdego klienta przypada 1,5 sztuki personelu. Tak, aby nikt nie czul sie samotny. Zeby blyszczyk Ci sie w kieszeni nie zapodzial. Zeby serek nie wpadl Ci do torby. Zeby gwiazda z monopolowego nie zapomniala, ze ma wziac sie do robory. Zeby bylo komu o cos sie poklocic. Zeby bylo komu o kims porozmawiac.

slizg  suwanych drzwi. do jutra duszny samie

01:19, el_mistrall
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 lutego 2009
Słowiański smutek i zapusty, których nie ma

Poczatek moze bedzie lekko pretensjonalny. Chodzi o 2 dni, podczas ktorych jezdzilem komunikacja miejska bez mojego odtwarzacza mp3. Podobnie, jak nuworyszowe panienki z prywatnych uczelni opowiadajace na lamach  blogoslawionych magazynach studenckich, bede mowic o doswiadczeniu patrzenia na zwyklych ludzi w autobusach, gdy I pod sie zepsul.

Moi Panstwo, w czasie tych 2 dni mozna bylo dobitnie zauwazyc, ze lud warszawski jest po prostu smutny. Jest to rodzaj smutku, dlugofalowego; oczy zbitego psa, spuszczona glowa klasowego glaba.

Automatycznie przenioslem sie w myslach do autobusow w I. Srednia depresjogennosc pasazerow tamze bije na glowe ta warszawska. Jest to wyglad statystow z filmu Pianista, bohaterow serialu Polskie drogi i ogolnie wzrok oskarzajacy o zamordowanie rodziny naszego wspolpasazera.

Jedyna radoscia wspolpasarow wydaja sie byc okazje do nawrzeszczenia na kogos, wykrzywienia geby, zreformowania sluzby zdrowia i wygrania meczu. Kazda sposobnosc do wyrownania odwiecznych krzywd jest dobra. Kazdy, kto wejdzie wspolpasazerom w parawde jest jednym slowem potencjalnym Niemcem, ktorego trzeba poszczuc odpowiednio sformatowanym psem szarikiem.

Jednym z najbardziej patriotycznych przeslan polskiego kina ostatnich lat jest zwrocenie sie Lawyera (Linda) do Potato (Zamachowski) w Szczesliwego Nowego Jorku:

"Gdyby twojemu koniowi ogolic leb, to by wygladal tak jak Ty- Wiesz jaki jest Wasz problem? Wy macie 6 lat okupacji i 50 lat komunizmu wypisane na twarzy. Zburzcie obozy i wybudujcie parkingi"

Ja mam inny postulat:

Zwracam sie do Kosciola katolickiego o zniesienie w Polsce wielkiego postu. Dla smutnych Slowian cale zycie jest dobrowolnym postem. Narod plawi i rozsmakowuje sie w poscie. I to nie dlatego, ze nie ma slonca. W Rzeszy tez nie ma slonca, w Holandii tez nie ma slonca, w Skandynawii lato tez bywa czasem nie gorace, a karnawal i zabawy zapustne sa!

Wspolpasazerowie nie potrzebuja ostatkow

23:03, el_mistrall
Link Komentarze (3) »
środa, 18 lutego 2009
The golden 50's
15:05, el_mistrall
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 lutego 2009
Als das Kind Kind war

When the child was a child,
it didn’t know that it was a child,
everything was soulful,
and all souls were one.

When the child was a child,
it had no opinion about anything,
had no habits,
it often sat cross-legged,
took off running,
had a cowlick in its hair,
and made no faces when photographed.

When the child was a child,
It choked on spinach, on peas, on rice pudding,
and on steamed cauliflower,
and eats all of those now, and not just because it has to.

It had visualized a clear image of Paradise,
and now can at most guess,
could not conceive of nothingness,
and shudders today at the thought.

Lied Vom Kindsein
– Peter Handke (fragmenty, wiersz napisano dla  filmu Niebo nad Berlinem)

22:41, el_mistrall
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lutego 2009
Eurowizja

Telewizja to nie taka zla rzecz. Wlasnie uslyszalem, ze wystep polskich reprezentantow na Eurowizji jest jak udzial naszej druzyny pilkarskiej w mistrzostwach swiata.

Od siebie dodam, ze Eurowizja kojarzy mi sie z nadmiarem demokracji. Bardzo mi przykro, ale tak zwanemu ogolowi po prostu nie wolno pozwolic decydowac o pewnych rzeczach. Mafia rosyjska wysyla sms-y na serbskie mega-gwiazdy, Irlandzcy eksperci decyduja o ujednoliceniu prawodawstwa w 3 filarach Unii, a hala mirowska przyjmie lub odrzuci euro. Nie, nie, nie....

13:37, el_mistrall
Link Dodaj komentarz »
Kosmogonia Vonneguta

Mieszkanie w odleglej dzielnicy miasta ma swoja ogromna zalete. Wspiera czytelnictwo. Czytelnictwo mozna bezwstydnie dlugo uprawiac w scisku miedzy emerytami, a dziecmi w autobusach miejskich. Czytelnictwo rozwija w robiacych kariere mlodziencach z prowincji niezwyczajne im gusta.

Wyznanawana przez bohaterow Vonneguta religia bokonistyczna posluguje sie konwencja urzekajacych quasiboskich prawd. Gdyby oderwac je od kontekstu (jak uczyniono to tutaj:http://www.cs.uni.edu/~wallingf/personal/bokonon.html), otrzymamy wspanialy zbior aforyzmow w stylu Paulo Coelho nalogowo wpisywanych na kartkach urodzinowych w ...... okreslonych kregach.

Oto moje ulubione cytaty z ksiegi Bokonona:

" Bóg pochylił się nisko, kiedy glina w postaci człowieka powstała, rozejrzała się dookoła i przemówiła. Człowiek zamrugał i grzecznie sptał: Jaki sens tego wszystkiego?

- Czy wszystko musi mieć jakiś sens?- spytał Bóg.

- Oczywiście- odpowiedział człowiek.

-W takim razie pozostawiam tobie znalezienie sensu tego wszystkiego- powiedział Bóg.

I odszedł".

"Dojrzałość jest gorzkim rozczarowaniem, na które nie ma lekarstwa, chyba, że uznamy za jakieś lekarstwo śmiech."

Są jeszcze inne, formą się bawiące:

O państwie:

"Zacznijmy nasze Państwo od zorganizowania sieci domów towarowych, sieci sklepów spożywczych, sieci komór gazowych i ustalenia, co będzie naszym sportem narodowym. Potem możemy przystąpić do pisania konstytucji."

Polecam.

13:23, el_mistrall
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 lutego 2009
Taki huxleyowski gadzet
21:51, el_mistrall
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lutego 2009
Ballada o wolskim optyku

Minely już trzy lata odkad wydzwanialem do kolegi Kacpra, fana feministek i strategii lizbonskiej w sprawie optyka godnego polecenia. Musicie wiedziec, ze jako przebiegly przybysz z gluchej i lysej prowincji nie staram się eksplorowac miasta stolecznego na wlasna reke. Aby bardziej upodobnic się do autochtonow, pytam ich zawsze co i gdzie się zalatwia i docieram do miejsc gdzie grojecka noga nigdy nie postala.

 

Wola to dzielnica drobnych rzemieslnikow: meble tapicerowane, krawcy, pracownie luster i ram do obrazow. Wszystko raczej inne niż to do czego się przywyklo. W zadnym ze skladzikow nie widac za ladami znudzonych galeriowych pan z wlosami w kolorze oberzyna- sliwka, a i male chinske raczki towarow tez chyba tam nie dlubaly.

 

No ale do rzeczy. Optyk ów, siwy pan w malych okularkach, w bialym quasi lekarskim kitlu jest ukryty gdzies miedzy Miedziana, a Zelazna. W samym srodku krzyzowki z kamienic z bardziej lub mniej skutymi przez komunistow gzymsami oraz blokowiezowcow pelnych emerytow. W 2006 roku w zakladziku pana optyka usmiechala się do mnie z lady Bozia z niebieskiej, radiomaryjnej nalepki. I nie bez powodu. Reklamowana rozglosnia rozbrzmiewala bowiem w skladziku stanowiac jakby podniosle tlo, niezbedne dopelnienie siwego demiurga wśród jego szkielek.

 

Pomyslalem sobie: gdzie kolega Kacper, uczestnik anty-blizniaczego ruchu oporu z 2005 roku mnie wyslal? Jak się pozniej okazalo nie był rezultat jego problemow z percepcja, lecz wybor swiadomy. Szczesliwie dla wszystkich, kolega Kacper ma apolityczne podejscie do kwestii oprawek.

 

Ale jest i druga strona usposobienia pana optyka. Ta przewrotnosc nie tkwi wcale w solidnosci i jakosci jego oprawianych szkielek. Nie ma jej tez w jego nienagannych manierach i znajomosci rzemiosla. Potrafi nazwac nachylenia lukow brwiowych i wpasowac w nie szkielka. Ale to tez nie to! Drodzy panstwo, musicie wiedziec, ze asortyment pana optyka jest wysoce metroseksualny! Dizajn dotarl do tego (wydawaloby się kwadratowo- oprawkowego) bastionu mysli katolicko-narodowej i rozpanoszyl się na dobre. Dizajn w polaczeniu z przedwojennym sznytem i przystepnymi cenami zdecydowaly o moim powrocie do wolskiego skladziku w roku 2009. Tym razem od progu przywital mnie glos Antoniego M., znanego producenta luster- odbiornik nadal sprawny- pomyslalem. Bozia jednak zniknela (lada chyba się stlukla).

 

I tak sobie stalismy naprzeciwko siebie. Pan optyk w swoich malych srebrnych oprawkach i ja w moim nowym „ciekawym” i „lekko odwaznym” modelu. Ja z moja wolnoscią za drzwiami skladziku i pan optyk ze swoją za post-maryjną ladą. Siwy demiurg lubil agresywnie modne szkielka tak samo jak pozostale, a ja nie pytalem o ideologiczne podloze wolskiego krolestwa.

 

Odbior we wtorek. 

 

 

22:32, el_mistrall
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3